drżąca ręka człowieka, który odchodzi
zagarnia resztkę czasu
z uśmiechem żegnany
przechodzi w pozawymiar
z oddali uśmiecha się nadal
chociaż bardziej szczery
i milknie
chociaż nigdy, nic nie powiedział
w niebiańskich objęciach
ukołysany zaczyna rżeć
dusi się śmiechem pokoleń
aż po płacz minionych chwil
w bełkotliwych wspomnieniach
traci oddech
i możność
i przestaje być po raz ostatni
piątek, 24 lutego 2012
wtorek, 21 lutego 2012
„Ecce homo”
Tratwa na widnokręgu
zwodzi i nieco mami
chociaż pośrodku świata
na tratwie jesteśmy sami
Człowiek bydlęciem stadnym
lubi się gubić w tłumie
więc na samotnej tratwie
bydle żyć to nie umie
Chciałby ów człowiek razem
i jednocześnie osobno
by dzielić czasami siebie
by mieć ku temu sposobność.
Lecz kiedy co do czego
i dzielić się sobą wypada
to maska społecznika
zaraz mu z ryja odpada
I bydlę wyłazi znowu
na światło dnia słonecznego
i człowiek ma znowu szansę
zobaczyć siebie samego
I nie wie, czy ma się podobać
sobie, czy może innym
bo czemuż bydlę winić
że nie chce być niczym innym…
niedziela, 19 lutego 2012
bąbelki foliowe
Z bąbelków folii wyciskam dech
Czy może przypadkiem ostatni to jest?
Czy każdy nacisk ból powoduje?
Czy bąbel foliowy cokolwiek czuje?
Pyk, pyk palec ciśnie,
co ma tonąć nie zawiśnie...
czy sens ma to, czy też nie
poległ bąbel, a ja nie!
Nie wiem, czy zrodził mądry się człek
co przez doświadczenie, a może przez wiek
powiedzieć by umiał, a może chciał
czy bożek foliowy zamysł w tym miał?
Czy sens jakiś w bąbelków wciskaniu,
a raczej w naciskom się poddawaniu?
Czy może kaprys to tylko taki
bez celu żadnego - ot tak, dla draki?
Trudno pogodzić się z sensu brakiem
nawet gdyś bąblem byle jakim.
Nie można zgodzić się co do tego
by utkwić w wyznaniu wszystko jednego.
A może jednak sens bezsensownym,
a każdy szukacz gołosłownym.
I sensu nie ma w świecie dostępnym,
bo świat ów zwyczajnie niepojętym.
Bąbelków wtedy ofiara zbiorowa
to jak sypialnia madejowa.
Każdego, co się nie mieści w normie
Z dołu lub z góry ostrze pierdolnie.
kot
Popatrzył na mnie kot
Przeciągnął się zuchwale
Moje ukryte chęci nie ciekawią go wcale
Siedzi na parapecie
Drwiąco się we mnie wgapia
Nie myśl nawet fajerze
Że mógłbyś mnie podrapać
Liże się całym sobą
Mlaska i trochę mruczy
A ja mam cichą nadzieję,
Że czegoś mnie nauczy
Że można wszystko olać
Spać w cieple
I bez wysiłku
Prowadzić cudowne życie
W czasie od i do posiłku
Że biegać wcale nie trzeba
Że można nie być miłym
Że do szczęśliwego życia
Wcale nie trzeba siły
Że dobrze wystarczy wyglądać
Czasem się połasić
A będą z ręki ci jadły
Te głupie człowiecze ku..y
„pytania kamienia”
1.
Radość kamienia jest smutna
bo trudno mu się podzielić
radość kamienia to kpina
bo kto się niby ośmieli?
2.
Kto się ośmieli zapytać
po co tak trwasz kamieniu?
z jakiego kamieniu powodu
niczego w sobie nie zmieniasz?
3.
Czy kamień odpowie uśmiechem
czy tylko ust skinieniem?
czy gestem coś odpowie
czy nadal będzie kamieniem?
4.
Czy mądrym kamienne trwanie
czy żartem nieudanym?
czy Bóg się dobrze bawi
patrząc na szary kamień?
5.
Czy sensu należy szukać
w trwaniu bez ruchu kamienia?
Czy może jednak
sens to coś, co się zmienia?
6.
Zapytaj przechodniu sam siebie
czy znasz sensu tchnienie
i lepiej odpowiedz dobrze
bo będziesz tylko kamieniem…
sobota, 18 lutego 2012
„Żart”
Dla
żartu piszę słowa
że
niby mądrość mam
a
między nimi schowan
głupiutki,
pusty dzban
Z
pustego w próżne
na
odwrót też
bo co
to może znaczyć,
że coś
naprawdę wiesz…
Tu i
Salomon poległ
z
pustego lejąc nic
z
powagą miano głosić
a
wyszedł prosty witz
Sophia wytęskniona
jak
palec phileo sam
po jaką
mi cholerę
ten
głupi, pusty dzban
A może
sensu nie ma
istnienia
celu brak
napełniać
i wylewać
ot dla
kawału tak
piątek, 17 lutego 2012
Tam, gdzie mieszkał człowiek
Na krawędzi mieszkają dzieci
absurdu. Małe uśmiechnięte ludziki, które widzą wszystko po swojemu. Przykro
się na nie patrzy, bo konwulsyjne drganie ich małych ciałek nie wróży niczego
dobrego.
Małe ludziki z krawędzi często się
śmieją. Biegają na swoich pulchnych nóżkach, a na malutkich kolorowych deskach
surfują po trzeciej i kolejnych falach. Różne przygody małych ludków spędzają
sen z powiek ważnych ludzi, którzy tak niewiele się różnią.
Wielcy, ważni ludzie też często się
śmieją, ale w ich świecie, nawet bardziej, niż na krawędzi śmiech nie jest
niczym zabawnym. Charakterystyczne dla obu światów jest to, że nic nie jest
takim, jakim było, a może raczej nie jest takim, za jakie zwykło się to uważać.
Dziwne światy równoległe pozwalają na wiele, ale kluczem do ich zrozumienia
jest to, na co klucz ów pozwala. Twory z krawędzi, narzędzia ważnych ludzi
wymknęły się spod kontroli. Zapanowały omamy. Wizje zapomnianych idei, które
już nie oświetlają jaskini – cienie umarły.
Może kluczem do tzw. sukcesu jest
absurd, bo przecież chaos był na początku, a dopiero z niego zrodził się znany
na krawędzi i wśród ważnych ludzi ład?
Mało mamy bezosobowych form, co
dziwne jest. Dziwne , bo bierność nas wyznacza. Znieczulica i jej podobne formy
współistnienia, brak woli mocy i chęci. Zostały tylko przymusy, których nikt
już nie stara się zrozumieć. Intelektualna Ikea powoduje, że tkwimy w pozorach
hasła „zrób to sam”, ale przecież ktoś przed nami wiedział co z tego wyjdzie...
Mamy i słowa. Dzieci absurdu lubią słowa, które na złość chyba ciałem
przestawać się stały. Ważni ludzie, by nadal być ważnymi, ponazywali je nawet.
To dopiero zabawna lektura. Zmaganie umysłu z materią, a przecież łyżka nie
istnieje... Pewnie dlatego dzieci absurdu dużo mówią, bo słyszały coś jakby
„mówię, więc jestem”, a cogito w grobie sum.
Nic już nie jest takie, jakim było.
Ważni ludzie sankcjonuj i legalizują świat na krawędzi, żeby dzieci absurdu
mogły chcieć dokładnie tego, co muszą.
Dzieci absurdu dużo się śmieją,
szczególnie, że dwukropek z nawiasem nie wymaga zbytniego wysiłku, a poza
tym... zawsze jest restart. No i anonimowości czar zapomnianym być nie może.
Chociaż tu słowa zupełnie już nie są potrzebne, bo i tak nie wiadomo, kto je
wypowiedział.
Kiedyś dzieci absurdu zajmą miejsce
ważnych ludzi i nastąpi to, na co zazwyczaj się czeka – zmiana, ten ożywczy
podmuch, co nowe przynosi...
Dawno temu uczono, że słowa mają
określone znaczenie, że istnieje coś takiego jak wartość i tym podobne, obecnie
bezużyteczne reminiscencje. Nie mam wiele lat, ale trochę pamiętam i jakoś mi
się nieustannie wydaje, że „coś” jest nie tak. Kiedyś mówiono mi o świecie bez
krawędzi, gdzie mieszkał człowiek. Człowiek ów żył, bo chciał. Nie miał wpływu
na urodzenie i śmierć, ale wiedział o tym i uczciwie się do tego przyznawał.
Nie musiał mówić – rozumiał i nie bał się. Nie myślał, co będzie po, ani, co
było przed – żył. Dzieci absurdu rozmawiają czasem o nim, bo w zarządzie
hodowli uznano, że trzeba.
Wolność jest prostym narzędziem –
wystarczy czegoś zabronić, albo kazać coś przeciwnego, a dziecko absurdu dotknie
ten gorący czajnik.
„Oczekiwanie”
1.
Dany
nam czas nie dany
bezmiarem
płynie w dal
Oczekiwany
finał
przez
wieczność będzie trwał.
2.
A
jeśli nie ma kresu
czekaniem
na nic jest
czy
przydać nam się może
niebieski
anioł, czarny bies?
3.
A
jeśli trwaniem tylko
beztroską
pustych mórz
króciutkie
pstryk palcami
co
było nie jest już
4.
Odpusty
wyprzedane
promocji
prysnął czar
co
nieodpokutowane
to
szczery życia czar
5.
Gdzie
kres oczekiwania
tam pointa
czeka Cię
Nadzieja
ukochana,
że coś
tam jednak jest.
czwartek, 16 lutego 2012
„Zbawienie Marioli”
1.
Mariola wyszła z cienia
pazury wbiła w noc
ze strachu na jej widok
zzieleniał czarny kot
2.
Przez noc podąża dziko
zębiska w blasku lśnią
cokolwiek jej podskoczy
to zanotuje zgon
3.
Mariola idzie dziarsko
osnuta krwawą mgłą
zlękniony, żółty księżyc
i pies wciśnięty w kąt
4.
Marsz nałożnicy upiorów
przez nocy koszmar rejs
sen czarny bogobojnych
którzy spotkają się z nią
5.
Dokąd zmierza Mariola
czeluści kochanka piekielnych?
Gdzie idzie owa Mariola
w poranek mglisty niedzielny?
6.
Tu podpowiedzią głos dzwonu
zapach porannej roraty
wizja boskiego zbawienia
dla każdej brudnej szmaty.
„Czarna Pani”
1.
Czarna
Pani filuternym półgębkiem omamiła
spod
plis spoziera koronka pończoch
niedbale
przerzucona przez poręcz
niepełnosprawna
kusicielka
2.
Jej
głębia obietnicy otworem
przez
który jak po drugiej stronie lustra
zbereźny
chichot
nie
odbija się echem.
3.
Ospale
wyuzdana rozchyla
cieniutką
tajemnicę stworzenia
anielski
chór
zaciera
pierzaste ręce
4.
Oczekujemy
na widowisko,
które
nie będzie nam dane
dopóki
z pokorą
nie
ugniemy kolan
5.
Czarna
Pani gwarantem jest spełnienia,
o
którym nauczają i piszą poeci
już
biegnę, o Pani!
przy
wtórze grubego łańcucha.
"co kocie"
biegnę
za zakrętem czai się uśmiech
który uciekł z krainy czarów
brutalnie szczery sierściuch
łzawi ze śmiechu
dokąd? - pyta
a ja nie umiem odpowiedzieć
wszystko wydawało się proste
póki nie padło pytanie
mruczy i patrzy
a ja nie wiem
przepełnia mnie pustka
która śmieje się razem z nim
boli? - pyta
to wiem - wiję się bezgłośnie
a pazurzasta łapa bliżej twarzy
boisz się?
w sumie nie, bo nic co ludzkie...
a kocie...?
a pier...l się!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)