piątek, 17 lutego 2012

Tam, gdzie mieszkał człowiek


            Na krawędzi mieszkają dzieci absurdu. Małe uśmiechnięte ludziki, które widzą wszystko po swojemu. Przykro się na nie patrzy, bo konwulsyjne drganie ich małych ciałek nie wróży niczego dobrego.
            Małe ludziki z krawędzi często się śmieją. Biegają na swoich pulchnych nóżkach, a na malutkich kolorowych deskach surfują po trzeciej i kolejnych falach. Różne przygody małych ludków spędzają sen z powiek ważnych ludzi, którzy tak niewiele się różnią.
            Wielcy, ważni ludzie też często się śmieją, ale w ich świecie, nawet bardziej, niż na krawędzi śmiech nie jest niczym zabawnym. Charakterystyczne dla obu światów jest to, że nic nie jest takim, jakim było, a może raczej nie jest takim, za jakie zwykło się to uważać. Dziwne światy równoległe pozwalają na wiele, ale kluczem do ich zrozumienia jest to, na co klucz ów pozwala. Twory z krawędzi, narzędzia ważnych ludzi wymknęły się spod kontroli. Zapanowały omamy. Wizje zapomnianych idei, które już nie oświetlają jaskini – cienie umarły.
            Może kluczem do tzw. sukcesu jest absurd, bo przecież chaos był na początku, a dopiero z niego zrodził się znany na krawędzi i wśród ważnych ludzi ład?
            Mało mamy bezosobowych form, co dziwne jest. Dziwne , bo bierność nas wyznacza. Znieczulica i jej podobne formy współistnienia, brak woli mocy i chęci. Zostały tylko przymusy, których nikt już nie stara się zrozumieć. Intelektualna Ikea powoduje, że tkwimy w pozorach hasła „zrób to sam”, ale przecież ktoś przed nami wiedział co z tego wyjdzie... Mamy i słowa. Dzieci absurdu lubią słowa, które na złość chyba ciałem przestawać się stały. Ważni ludzie, by nadal być ważnymi, ponazywali je nawet. To dopiero zabawna lektura. Zmaganie umysłu z materią, a przecież łyżka nie istnieje... Pewnie dlatego dzieci absurdu dużo mówią, bo słyszały coś jakby „mówię, więc jestem”, a cogito w grobie sum.
            Nic już nie jest takie, jakim było. Ważni ludzie sankcjonuj i legalizują świat na krawędzi, żeby dzieci absurdu mogły chcieć dokładnie tego, co muszą.
            Dzieci absurdu dużo się śmieją, szczególnie, że dwukropek z nawiasem nie wymaga zbytniego wysiłku, a poza tym... zawsze jest restart. No i anonimowości czar zapomnianym być nie może. Chociaż tu słowa zupełnie już nie są potrzebne, bo i tak nie wiadomo, kto je wypowiedział.
            Kiedyś dzieci absurdu zajmą miejsce ważnych ludzi i nastąpi to, na co zazwyczaj się czeka – zmiana, ten ożywczy podmuch, co nowe przynosi...
            Dawno temu uczono, że słowa mają określone znaczenie, że istnieje coś takiego jak wartość i tym podobne, obecnie bezużyteczne reminiscencje. Nie mam wiele lat, ale trochę pamiętam i jakoś mi się nieustannie wydaje, że „coś” jest nie tak. Kiedyś mówiono mi o świecie bez krawędzi, gdzie mieszkał człowiek. Człowiek ów żył, bo chciał. Nie miał wpływu na urodzenie i śmierć, ale wiedział o tym i uczciwie się do tego przyznawał. Nie musiał mówić – rozumiał i nie bał się. Nie myślał, co będzie po, ani, co było przed – żył. Dzieci absurdu rozmawiają czasem o nim, bo w zarządzie hodowli uznano, że trzeba.
            Wolność jest prostym narzędziem – wystarczy czegoś zabronić, albo kazać coś przeciwnego, a dziecko absurdu dotknie ten gorący czajnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz