Na krawędzi mieszkają dzieci
absurdu. Małe uśmiechnięte ludziki, które widzą wszystko po swojemu. Przykro
się na nie patrzy, bo konwulsyjne drganie ich małych ciałek nie wróży niczego
dobrego.
Małe ludziki z krawędzi często się
śmieją. Biegają na swoich pulchnych nóżkach, a na malutkich kolorowych deskach
surfują po trzeciej i kolejnych falach. Różne przygody małych ludków spędzają
sen z powiek ważnych ludzi, którzy tak niewiele się różnią.
Wielcy, ważni ludzie też często się
śmieją, ale w ich świecie, nawet bardziej, niż na krawędzi śmiech nie jest
niczym zabawnym. Charakterystyczne dla obu światów jest to, że nic nie jest
takim, jakim było, a może raczej nie jest takim, za jakie zwykło się to uważać.
Dziwne światy równoległe pozwalają na wiele, ale kluczem do ich zrozumienia
jest to, na co klucz ów pozwala. Twory z krawędzi, narzędzia ważnych ludzi
wymknęły się spod kontroli. Zapanowały omamy. Wizje zapomnianych idei, które
już nie oświetlają jaskini – cienie umarły.
Może kluczem do tzw. sukcesu jest
absurd, bo przecież chaos był na początku, a dopiero z niego zrodził się znany
na krawędzi i wśród ważnych ludzi ład?
Mało mamy bezosobowych form, co
dziwne jest. Dziwne , bo bierność nas wyznacza. Znieczulica i jej podobne formy
współistnienia, brak woli mocy i chęci. Zostały tylko przymusy, których nikt
już nie stara się zrozumieć. Intelektualna Ikea powoduje, że tkwimy w pozorach
hasła „zrób to sam”, ale przecież ktoś przed nami wiedział co z tego wyjdzie...
Mamy i słowa. Dzieci absurdu lubią słowa, które na złość chyba ciałem
przestawać się stały. Ważni ludzie, by nadal być ważnymi, ponazywali je nawet.
To dopiero zabawna lektura. Zmaganie umysłu z materią, a przecież łyżka nie
istnieje... Pewnie dlatego dzieci absurdu dużo mówią, bo słyszały coś jakby
„mówię, więc jestem”, a cogito w grobie sum.
Nic już nie jest takie, jakim było.
Ważni ludzie sankcjonuj i legalizują świat na krawędzi, żeby dzieci absurdu
mogły chcieć dokładnie tego, co muszą.
Dzieci absurdu dużo się śmieją,
szczególnie, że dwukropek z nawiasem nie wymaga zbytniego wysiłku, a poza
tym... zawsze jest restart. No i anonimowości czar zapomnianym być nie może.
Chociaż tu słowa zupełnie już nie są potrzebne, bo i tak nie wiadomo, kto je
wypowiedział.
Kiedyś dzieci absurdu zajmą miejsce
ważnych ludzi i nastąpi to, na co zazwyczaj się czeka – zmiana, ten ożywczy
podmuch, co nowe przynosi...
Dawno temu uczono, że słowa mają
określone znaczenie, że istnieje coś takiego jak wartość i tym podobne, obecnie
bezużyteczne reminiscencje. Nie mam wiele lat, ale trochę pamiętam i jakoś mi
się nieustannie wydaje, że „coś” jest nie tak. Kiedyś mówiono mi o świecie bez
krawędzi, gdzie mieszkał człowiek. Człowiek ów żył, bo chciał. Nie miał wpływu
na urodzenie i śmierć, ale wiedział o tym i uczciwie się do tego przyznawał.
Nie musiał mówić – rozumiał i nie bał się. Nie myślał, co będzie po, ani, co
było przed – żył. Dzieci absurdu rozmawiają czasem o nim, bo w zarządzie
hodowli uznano, że trzeba.
Wolność jest prostym narzędziem –
wystarczy czegoś zabronić, albo kazać coś przeciwnego, a dziecko absurdu dotknie
ten gorący czajnik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz